Przejdź do serwisu tematycznego

Analiza: Wojna domowa w Libii

28 czerwca 1914 Garvilo Princip zastrzelił w Sarajewie arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. Ta jedna śmierć była zapałką rzuconą na stos, który rozpaliła Europę i świat. Zburzyła dotychczasowy porządek wprowadzając nowy. Nieco ponad 96 lat później, 17 grudnia 2010, bezrobotny Tunezyjczyk Mohamed ibn Bouazizi  na znak protestu przeciwko władzy i braku perspektyw dokonał samospalenia w mieście Sidi Bu Zajd. Jego śmierć rozpoczęła szereg protestów i wystąpień w krajach arabskich doprowadzając do zmian na mapie politycznej Afryki i Bliskiego Wschodu.

Arabska Wiosna, zmierzająca do poprawy sytuacji obywateli i mająca wprowadzić społeczne standardy na wzór Zachodni, ostatecznie doprowadziła do krwawych wojen domowych, destabilizacji regionu oraz przebudzenia się islamskiego ekstremizmu, z którego narodziło się Państwo Islamskie (ISIS).  Powstały w 2014 z przekształcenia się organizacji terrorystycznej w quasi-państwo islamski kalifat natychmiast stał się zagrożeniem zarówno dla mieszkańców Lewantu jak i zachodniego świata, który nie zgadzał się z salafistyczną interpretacją Koranu, podporządkowującą wszystko Bogu i jego Prorokowi.

Obalenie rządzących w wielu krajach dyktatorów spowodowało powstanie próżni, którą momentalnie próbowali zastąpić lokalni przywódcy dysponujący poparciem NATO lub cieszący się uznaniem  środowisk, z których się wywodzili. Według takiego scenariusza odbyła się Rewolucja w Egipcie. Pod wpływem wydarzeń z Tunezji grupa młodzieży rozpoczęła za pośrednictwem portali społecznościowych Dzień Gniewu, tj. serię protestów, która ostatecznie doprowadziła do obalenia prezydenta Husiniego Mubaraka. Jego miejsce zajął Muhammad Mursi, członek Bractwa Muzułmańskiego, które odegrało znaczną rolę w obaleniu poprzednika. Zupełnie inaczej przebiegała sytuacja w Syrii. Próby obalenia prezydenta Baszara al-Assada doprowadziły do trwającej do dziś wojny domowej.

Jeden kraj, dwa rządy

Syryjski scenariusz nastąpił w Libii. Po obaleniu dyktatora Muammara Kaddafiego w 2011 w kraju zapanował chaos. Destabilizacja władzy centralnej i brak  państwowych sił zbrojnych doprowadziły do wzrostu zagrożenia ze strony zwalczających się lokalnych bojówek. Zarządzone na 7 lipca 2012 wybory parlamentarne wyłoniły Powszechny Kongres Narodowy, w którym większość (48,8%) zdobył Sojusz Sił Narodowych. Drugie miejsce, z wynikiem 21,3%, przypadło islamistom – Bractwu Muzułmańskiemu i salafitom.

Na podstawie wyborów w 2014 sformowano parlament – Izbę Reprezentantów, na czele którego stanął Akila Saleh Isa stając się faktyczną głową państwa. Na skutek niskiej frekwencji i zagrożenia ze strony kontrolujących Trypolis organizacji islamistycznych, z Bractwem Muzułmańskim na czele, nowo wybrany rząd udał się do znajdującego się na wschodzie kraju Tobruku, tym samym przenosząc stolicę. Mający się rozwiązać Powszechny Kongres Narodowy uznał, że jest on jedynym legalnym organem władzy w Libii.

Powstały dwa ośrodki administracyjne – legalny w Tobruku (IR) i nieuznawany przez społeczność międzynarodową w Trypolisie (PKN). Chaos postanowiły wykorzystać ugrupowania islamskie popierające władzę w Trypolisie, w tym Bractwo Muzułmańskie, dżihadystyczne milicje mające powiązania z Al-Kaidą oraz Katar. Ostatecznie pojawiło się Państwo Islamskie. Na terenie kraju opanowanego przez ISIS zaczęło obowiązywać prawo szariatu. Za pośrednictwem ONZ udało się wypracować porozumienie, do którego doszło 17 grudnia 2015 w marokańskim Skhirat. Na jego mocy powołano Rząd Zgody Narodowej (Government of National Accord – GNA), na czele którego stanął Fajiz al-Saraj. Został on uznany przez Organizację Narodów Zjednoczonych jako jedyny legalny organ władzy.

Podobną postawę przyjęła Unia Europejska, która w rezolucji 2016/2537 oświadczyła że: „uzna i będzie wspierać rząd jedności narodowej utworzony w drodze konsensusu między libijskimi partiami, jako jedyny prawomocny rząd Libii (…) wzywa wspólnotę międzynarodową, ONZ, UE, UA i państwa Ligi Arabskiej, aby wyraziły gotowość wsparcia Libijczyków w ich staraniach na rzecz pomyślnego wdrożenia porozumienia; spodziewa się, że państwa członkowskie i instytucje międzynarodowe będą utrzymywać oficjalne kontakty jedynie ze stronami libijskiego porozumienia politycznego”.

Rząd w Tobruku – Izba Reprezentantów kierowana przez Saleha Isę odrzuciła porozumienie. Poparła go Libijska Armia Narodowa (Libian National Army – LNA) dowodzona przez generała Khalifa Haftara, najważniejszego gracza we wschodniej i środkowej Libii.

Zdjęcie: NATO

Starcie międzynarodowe

GDA, chociaż uznawane przez społeczność międzynarodowa, w rzeczywistości kontroluje niewielki obszar Libii. Dodatkowo w znacznym stopniu kontrolę zapewnia wsparcie islamistycznych organizacji i bojówek.  W przeciwieństwie do rządu al-Saraja, działania LNA od początku cieszyły się silnym poparcie Libijczyków. Khalifa Haftar był człowiekiem, który w 2014 rozpoczął odbudowę armii narodowej. Od początku kampanii dążył do likwidacji czynników ekstremistycznych. Przykładem tego są walki prowadzone w latach 2014-2017 przeciwko salafistycznej grupie Ansar al-Sharia w Benghazi. Trzyletnia kampania zakończyła się sukcesem generała. Działania Haftara zapewniają mu poparcie wśród środowisk wojskowych na wschodzie kraju, ale również w częściach kontrolowanych przez rząd w Trypolisie.

Kolejny czynnik, który należy mieć na uwadze w kwestii libijskiej to bogactwa naturalne. Kraj ten posiada największe w Afryce złoża ropy naftowej i gazu. Obecnie większość zasobów znajduje się na terenach kontrolowanych przez LNA z uwagi na zajęcie przez Haftara libijskiego półksiężyca naftowego, w którym są składowane rezerwy surowca. Mimo tego, rezolucja ONZ wskazuje Narodowa Kompania Naftowa (National Oil Corporation – NOC) jako jedyny podmiot mogący zarządzać złożami i eksportem. NOC ma siedzibę w Trypolisie i znajduje się pod administracją al-Saraja.  W styczniu 2020 wojska generała Haftara zablokowały główne terminale naftowe we wschodniej części kraju. NOC poinformowała, że związku z agresją wojsk LNA zaprzestano przesyłu ropy do największych portów – w Marsa al-Burajka, Ras al-Unuf, as-Sidra i al-Hariga. Wyjaśniono, że blokada spowoduje spadek wydobycia ropy.

Na styku gospodarki i polityki spotykają się interesy Europy, Rosji, Turcji oraz państw rejonu Bliskiego Wschodu, zmieniając pogrążoną w wojnie domowej Libię w podmiot, na który każdy z graczy chce mieć wpływ.

Konflikt interesów

Kwestiami surowców energetycznych są zainteresowane kraje Unii Europejskiej, zwłaszcza Włochy i Francja. Z libijskim NOC współpracuje włoski Eni będący największym zagranicznym producentem ropy obecnym w Libii. Musi mieć on jednak na uwadze działania francuskiego koncernu Total, który rozszerza swoje operacje. Niepewna sytuacja polityczna zmusiła Eni do przerw w wydobyciu surowca, tym samym opóźniając podpisanie umowy z BP. Surowcami jest także zainteresowana Rosja. Narodowa Kompania Naftowa (NOC) ogłosiła, że rosyjska spółka wydobywcza Tatnieft wznowiła zawieszony w 2014 roku program badań sejsmicznych i poszukiwawczych w rejonie Hamad.

Zarówno Rzym jak i Paryż są zainteresowane zatrzymaniem napływu fal imigrantów do Europy. Włochy, jako byłe mocarstwo kolonialne w Libii, stabilizację kraju postrzega jako sprawę własnego bezpieczeństwa. Popiera tym samym rząd al-Saraja, licząc na zatrzymanie fali migracyjnej i likwidację kanałów transportowych między Libią a Włochami. W samym tylko 2014 rząd w Rzymie przyjął 170 000 uchodźców z czego 140 000 pochodziło z Libii. W 2017 Włochy, za zgodą gabinetu Fajiza al-Saraja, postanowiły wesprzeć libijską straż wybrzeża, odsyłając imigrantów  z powrotem do Libii. Spotkało się to z ostrą reakcją Haftara. Generał, za pośrednictwem agencji ANSA, stwierdził, że obecność obcych obiektów na wodach Libii stanowi „naruszenie suwerenności narodowej” i nakazał swoim siłom „zbombardowanie włoskich statków”, jeśli misja będzie nadal prowadzona.

W osobie Khalida Haftara szansę na zatrzymanie migracji i ekstremizmu widzi Francja, ale popierając władzę w Tobruku, staje naprzeciw polityce Włoch. Tym samym w Unii Europejskiej następuje rozdźwięk w sprawie poparcia między uznanym przez ONZ rządem Trypolisie a będącym przeciwnikiem islamistów rządem w Tobruku.

Inaczej kwestie Libii widzą: Turcja, Rosja, Egipt, Zjednoczone Emiraty Arabskie i dość chwiejne w swoich decyzjach Stany Zjednoczone. Państwa te biorą czynny udział w  działaniach, jawnie opowiadając się za jedną ze stron.

Zdjęcie: MO Włoch

Rosyjski wpływ

Rosja jest zainteresowana ropą. W ostatnich latach rządów Kaddafiego podpisała umowę na budowę gazociągu, który miał połączyć Libię z Europą. Moskwa planowała również przejęcie 33% udziałów w spółce eksploatującej pola naftowe Elephant. Współpraca zakładała też budowę linii kolejowej między Benghazi a Syrtą o wartości 2 mld Euro oraz zakup rosyjskiego uzbrojenia – systemy obrony powietrznej, okręty podwodne i samoloty bojowe – o wartości 3,5 mld USD. Rosja umorzyła też libijski dług w wysokości 4,5 mld USD. Działania te przerwała śmierć Kaddafiego w 2011. W jej wyniku Rosja straciła ogromne środki pieniężne i wpływy, które chcę teraz odzyskać w związku z działaniami wojennymi.  Robi to w typowy dla siebie, sprawdzony na Ukrainie, sposób.

Rosyjskie formacje militarne są obecne w Libii, choć oficjalnie nie biorą udziału w operacjach na terenach objętych konfliktem. Oficjalnie uznają rząd Fajiza al-Saraja przy jednoczesnym wsparciu Khalida Haftara. W 2019 dziennik The Telegraph informował, że Rosjanie ochraniają kontrolowane przez wojska Haftara porty w Tobruku i w Darnie. Mówiono wówczas o 300 najemnikach. Liczba ta dość szybko została wzmocniona przez 100 osób z Grupy Wagnera należącej do Jewgienija Prigożyna, powszechnie znanego jako człowiek Putina. Siły te wsparły wojska Khalifa Haftara. Obecnie ich liczbę szacuje się na 1200-1500 osób.

Z kolei New York Times informował, że do Libii przybyło również wyposażenie wojskowe, w tym samoloty bojowe i zestawy artyleryjskie. Użycie rosyjskiego uzbrojenia potwierdzono na podstawie obrażeń odniesionych przez żołnierzy GNA podczas walk. Nie były to typowe rany postrzałowe, ale charakterystyczne dla pocisków grzybkujących. Podobne rany obserwowano na wschodzie Ukrainy, gdzie również byli obecni członkowie Grupy Wagnera.

Patrząc z szerszej perspektywy, głównym motorem Rosji nie jest zapewnienie zwycięstwa siłom LNA, tylko utrzymywanie Libii w stanie trwającego konfliktu. Zdobycie przez generała Khalifę Haftara Trypolisu i przejęcie kontroli nad całą Libią nie byłoby korzystne dla Moskwy. Obecnie pomoc przeciwko wspieranym przez Turcję siłom GNA zapewnia punkt nacisku, który służy Putinowi do wymuszania kolejnych koncesji w zakresie eksploatacji libijskiego gazu i ropy oraz niwelowania działań konkurencji.

Zwycięstwo Haftara spowoduje brak konieczności pomocy ze strony Rosji. Sam generał posiada sojuszników bliższych niż Rosjanie. Zaangażowanie Rosji w spawy libijskie jest również związane z poparciem jakie otrzymał Fajiz al-Saraj i Rząd Zgody Narodowej ze strony Turcji. Dzięki nieformalnemu wsparciu może szachować Turcję. Wydaje się prawdopodobne, że Władimir Putin dąży do osłabienia pozycji Recepa Tayyipa Erdogana w Syrii, gdzie oba kraje mają konflikt interesów i robi to za pomocą Libii.

Zdjęcie: MO Włoch

Regionalne wsparcie

Od samego początku działania rządu w Tobruku popierały Zjednoczone Emiraty Arabskie i Egipt. Ich pomoc nie ograniczała się jedynie do misji stabilizacyjnych jak w przypadku Włoch, czy nieformalnych najemników i specjalistów jak w przypadku Rosji. Egipt, podobnie jak Włochy, prowadzą politykę mającą na celu zabezpieczenie swoich granic. Zwycięstwo Libijskiej Armii Narodowej to dla Arabskiej Republiki Egiptu stabilizacja regionu. Urzędujący w Kairze prezydent Abd al-Fattah as-Sissi doszedł do władzy dzięki zamachowi stanu. Jego poprzednik, Muhammed Mursi, był związany z Bractwem Muzułmańskim. W oczach Kairu Rząd Zgody Narodowej, opierający się na poparciu islamistów, nie gwarantuje bezpieczeństwa w regionie. Podobną rację stanu wyrażają Zjednoczone Emiraty Arabskie. Dodatkowo, obydwa kraje łączy silna niechęć do Turcji i wzrostu jej znaczenia na arenie międzynarodowej.

Egipt zaczął wspierać działania generała Haftara już w 2014, kiedy przekazał LNA sprzęt wycofany z egipskich sił powietrznych. W ten sposób powstałe z podziału wojsk lotniczych Libii, lotnictwo Libijskiej Armii Narodowej (LNA/AF) zostało wzmocnione siedmioma samolotami bojowymi MiG-21MF i ośmioma śmigłowcami Mi-8T wraz z dużymi partiami części zamiennych i amunicji. Po drugiej stronie frontu pozostały wojska lotnicze Libijskiego Świtu (LDAF) wierne rządowi w Trypolisie. Na skutek wytworzenia się dwóch ośrodków władzy większość dostępnych pilotów, samolotów i sprzętu została przejęta przez LNA/AF, które odziedziczyły również większość byłych myśliwców reżimu libijskiego MiG-21 i MiG-23. LNA/AF przejęły także trzy śmigłowce Mi-35 oraz dwa Mi-8 przekazane przez Sudan w 2013. LDAF pozostał pod kontrolą baz lotniczych Misurata i Mitiga oraz miscellany samolotów L-39 Albatros, G-2 Galeb, J-21 Jastreb i dwóch Mirage F.1ED.

W międzyczasie LNA/AF wzmocniły swój stan posiadania poprzez przejęcie bazy lotniczej El-Woutiya w zachodniej Libii w sierpniu 2014. Szereg samolotów Mirage F.1AD i Su-22 było przechowywanych wewnątrz hartowanych schronów lotniczych w bazie. Pod koniec 2015 załogi naziemne rozpoczęły remonty co najmniej jednego z każdego typu samolotów. Na początku 2016 LNA/AF poniosły straty w liczbie trzech MiG-23 i jednego pilota, w związku z czym zostały zmuszone do rozpoczęcia napraw w ramach wymiany dwóch MiG-23BN i jednego MiG-23UB znalezionych w bazie lotniczej Al-Abrak.

Naprawy takie są procesem czasochłonnym, w których samoloty są całkowicie demontowane, a większość ich okablowania oraz wiele zespołów i podzespołów jest całkowicie wymienianych. Remonty te są nie tylko kosztowne, wymagają również wykwalifikowanego i doświadczonego personelu. Mimo tego operacje powietrzne z użyciem MiG-21 i MiG-23 były prowadzone nieprzerwanie. Świadczy to o pomocy logistycznej dla wsparcia technicznego z zagranicy. Domysły te zostały potwierdzone 20 lipca 2016, kiedy okazało się, że spośród 110 kadetów, którzy ukończyli studia po trzech latach nauki, podczas ceremonii w akademii wojsk lotniczych Egiptu, 35 było Libijczykami. W październiku 2016 pierwsi piloci śmigłowców szkoleni w Egipcie zostali oddelegowani do bazy w Beninie.

Zdjęcie: NATO

 

Pomoc wojskowa z ZEA

W kwietniu 2015 Zjednoczone Emiraty Arabskie zakupiły od Białorusi cztery śmigłowce Mi-35P i dostarczyły je do LNA/AF. W czerwcu tego samego roku w niezidentyfikowanej libijskiej bazie lotniczej zauważono lekki samolot szturmowy AT-802 (SN:2287) należący do wojsk lotniczych ZEA, aczkolwiek z zakrytymi oznaczeniami narodowymi. Na przełomie maja i czerwca 2016 na lotnisku Al-Khadim w prowincji Al-Marj rozmieszczono sześć samolotów Iomax AT-802.

Zjednoczone Emiraty Arabskie wyposażyły również siły generała Haftara w chińskie bsl klasy MALE – Wing Loong Pterodaktyl I. Wsparcie to miało miejsce w trakcie operacji odbijania miasta Benghazi z rąk islamistów przez siły LNA. Zdjęcia satelitarne potwierdziły udział czterech AT-802s i trzech Wing Loongów oraz dwóch śmigłowców UH-60. ZEA udostępniły także nowsze bsl Wing Loong II, różniące się od poprzednika większym udźwigiem i dwunastoma punktami zaczepu uzbrojenia. Dodatkowo jedno stanowisko dowodzenia może kierować działaniami dwóch dronów, a nie – jak wcześniej – jednego.

Chińskie bezzałogowce zostały rozpoznanie dzięki zdjęciom satelitarnym. Pokazują one w dniu 22 października 2017 położoną w pobliżu granicy z Omanem i Arabią Saudyjską bazę Kusawira. Na terenie obiektu można zauważyć trzy bezzałogowce podobne do MQ-9 Reaperów. Wojska lotnicze ZEA nie używają jednak dronów tego typu, nie ma też żadnych informacji, aby MQ-9 któregokolwiek innego państwa działały z tej bazy. Fakt ten może wskazywać na to, że mamy do czynienia z bardzo podobnymi do Reapera bezzałogowcami Wing Loong II.

Argumentację taką podpiera fakt, że ZEA kupiły już w 2011 bezzałogowce Wing Loong, a w lutym 2017 agencja Xinhua informowała o zakontraktowaniu sprzedaży Wing Loong II do nieujawnionego bliskowschodniego państwa. Władze ZEA nie potwierdzają jednak tych rewelacji, ani nawet istnienia bazy Kusawira. Wykorzystanie chińskich bezzałogowców w miejsce amerykańskich według specjalistów jest pod pewnymi względami logiczne, na co zwraca uwagę Jalel Harchaoui z Clingendael Institute in the Netherlands. „Kupowanie bsl z USA jest czasochłonne i kosztowne oraz wymaga akceptacji. Z drugiej strony zakup u Chińczyków jest teraz tani, szybki i nikt nie stoi Ci za plecami patrząc, co robisz” stwierdził.

Zdjęcie: NATO

Zdjęcie: NATO

Problemy rządu w Trypolisie

W przeciwieństwie do LNA\AF wiernych rządowi w Tobruku, LDAF wierne Trypolisowi nie miały tyle szczęścia. Brakowało im nie tylko znacznej liczby samolotów, ale także wykwalifikowanych pilotów i personelu naziemnego. Dlatego też w 2014 LDAF zlecił grupie ukraińskich techników z Odessy Aviarem remont i powrót do eksploatacji dwóch MiG-23MLD. LDAF znalazł również możliwe do uruchomienia MiG-25 stacjonujące w innych bazach lotniczych w kraju. Ponieważ nie byli w stanie dokonać napraw samodzielnie, zdemontowane samoloty załadowano pokład na Il-78 pilotowany przez sudańską załogę celem dokonania napraw w Misracie. Następnie LDAF zapłaciło grupie ukraińskich techników z Zaporoża, aby przywrócili do służby co najmniej jeden MiG-25. Samolot rozbił się podczas wypadu w trakcie ataku sił LNA\AF w maju 2015 w Zintanie.

LDAF udało się również uruchomić oba Mirage F.1ED, ale piloci odmówili lotu argumentując niechęcią bombardowania Libijczyków. W takiej sytuacji władze LDAF zleciły znalezienie odpowiednich pilotów ukraińskiemu przedsiębiorstwu Glissada – specjalizującemu się w dostarczaniu części zamiennych do radzieckich samolotów i śmigłowców – oraz ukraińskiej Amber Tiger Company i jordańskiej Caravana Middle-East. Dwóch pierwszych zagranicznych najemników pojawiło się w Misracie w czerwcu 2015.

Pomimo zaciągania najemników, brak części zamiennych, personelu obsługi technicznej i pilotów spowodował, że do kwietnia 2016 LDAF zostało zredukowane do jednego działającego Mirage F.1ED, dwóch MiG-23MLD, jednego J-21 oraz kilku G-2 i L-39. Drugi Mirage był zdekompletowany. Utrata przez LDAF bazy lotniczej Woutiya była całkowitą klęską, ponieważ na jej terenie mieścił się główny magazyn części zamiennych niezbędnych do serwisowania Mirage F.1.

W czerwcu tego roku LDAF straciło ostatni F.1ED. Od tego czasu stan LDAF poprawił się tylko w nieznacznym stopniu. Stany Zjednoczone i kilka innych potęg zagranicznych odrzuciło prośby LDAF o pomoc, nie udostępniając w najmniejszym stopniu części zamiennych niezbędnych do eksplantacji sprzętu lotniczego. Nie dziwi więc fakt, że w Trypolisie zaczęto oskarżać Francję, Wielką Brytanię, Stany Zjednoczone, Włochy, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Egipt o wspieranie Khalida Haftara i władz w Tobruku.

Zdjęcie: NATO

Turecka pomoc

Wobec kurczących się możliwości, stałej utraty terytoriów i braku faktycznego wsparcia z zagranicy rząd Zgody Narodowej postanowił zwrócić się o pomoc do Turcji. Decyzję przyśpieszyła zakrojona na szeroką skalę operacja Libijskiej Armii Narodowej, której celem było zajęcie Trypolisu w kwietniu 2019. Ofensywa była z kolei manewrem wyprzedzającym konferencję pojednania narodowego pod auspicjami ONZ. Generał Haftar planował przystąpić do konferencji z pozycji faktów dokonanych.

Turcja popierała siły rządowe obecnie rezydujące w Trypolisie od 2014. Po tym jak sytuacja militarna dla strony rządowej stała się bardzo trudna al-Saraj wystąpił do Ankary o wsparcie wojskowe w bratobójczej wojnie z generałem Haftatem. 21 grudnia agencja Reuters, cytując tureckie media państwowe, podała, że parlament Turcji zatwierdził podpisaną w listopadzie  umowę dotyczącą bezpieczeństwa i współpracy wojskowej. Według raportu ONZ do jakich dotarł Reuters, Ankara już wcześniej wysłała broń do Libii naruszając w ten sposób embargo ONZ na dostawy sprzętu wojskowego w ten rejon.

Przy okazji zawarcia umowy podpisano też Memorandum o Porozumieniu (MOU), na mocy którego została wyznaczona granica morska między Libią a Turcją. Dało to Ankarze dostęp do spornej strefy ekonomicznej na Morzu Śródziemnym. Granica przebiega w pobliżu greckiej Krety, co oznacza w praktyce zawłaszczenie części Morza Śródziemnego. Grecja zgłosiła w ONZ zastrzeżenia do umowy w tej sprawie, uznając ją za złamanie prawa międzynarodowego:

„Porozumienie zostało zawarte w złej wierze (…). Stanowi ono pogwałcenie Prawa Morza (ONZ). Strefy morskie Turcji i Libii nie łączą się, a między tymi krajami nie ma granicy morskiej”, informował rzecznik greckiego rządu Stelios Pecas.

Rząd premiera Kyriakosa Micotakisa wysłał dwa osobne pisma – do Rady Bezpieczeństwa ONZ i do sekretarza generalnego ONZ Antonio Guterresa – w których apelował o potępienie umowy Ankary i Trypolisu. Granica, jaką w ramach nowej umowy wyznaczyły na Morzu Śródziemnym Ankara i uznawany przez społeczność międzynarodową rząd Libii, przebiega między najbliżej połączonymi punktami na libijskim i tureckim terytorium. W poniedziałek turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan powiedział, że Turcja i Libia mogą prowadzić odwierty w poszukiwaniu złóż ropy i gazu na spornych obszarach Morza Śródziemnego, a nawet mogą rozszerzyć je na Morze Czarne i wody międzynarodowe.

„Inni aktorzy międzynarodowi nie mogą prowadzić odwiertów poszukiwawczych w tych rejonach, które Turcja zaznaczyła w ramach tej umowy, bez naszej zgody. Grecki Cypr, Egipt, Grecja i Izrael nie mogą ustanowić linii gazociągu, nie otrzymawszy najpierw pozwolenia od Turcji” – dodał Erdogan. W przemówieniu z 22 grudnia 2019 Erdogan powiedział, że Turcja nie wycofa się z MOU z Libią w sprawie bezpieczeństwa, które nie narusza prawa międzynarodowego. Turcja jest gotowa zwiększyć pomoc militarną dla Libii, jeśli to konieczne: „Jeśli Libia nie była nami zainteresowana, to co Ataturk robił tam?… Libia jest miejscem, które mamy obowiązek wspierać, kiedy to konieczne, nawet jeśli miałoby to kosztować nas życie [żołnierzy – red.]. Podobnie jak wszędzie indziej w Afryce Północnej, nasi ludzie żyjący w Libii liczą się w milionach i uważają się za braci tureckiego narodu”.

Dostawy tureckiego sprzętu wojskowego i doradców wsparły al-Saraja. Ankara wysyłała też szkolonych u siebie protureckich bojowników z Syrii. Według Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka od początku roku w Libii zginęło ponad 150 Syryjczyków. Działania Turcji spowodowały zatrzymanie się ofensywy na Trypolis. Główną rolę odegrało użycie bezzałogowych statków latających, które przy słabości LDAF dokonują ataków na cele lądowe.

Niespodziewanie w marcu, Rząd Zgody Narodowej z siedzibą w Trypolisie przeszedł do ofensywy zdobywając bazę lotniczą al-Watyah. Operacją Peace Storm dowodził Osama al-Dżualili, który zbyt szybko ogłosił sukces. Siły lojalne generałowi Haftarowi nie tylko powstrzymały natarcie GNA, ale także zdobyły miasta Zaltan i Abu-Kammasz. Już 13 kwietnia wojska GNA, dzięki wsparciu z Misraty i Zliten oraz tureckich bezzałogowców, wyparły siły LNA z Abu Grein samemu przechodząc do ofensywy. Siły wierne Haftarowi miały ponieść ogromną klęskę. Zmuszone do odwrotu, porzuciły sprzęt. Następnie zajęli znajdujące się 60 km od Trypolisu miasto Surman oraz Sabrata, a potem także Al-Ajaylat, Rakdalin, Al-Dżumajl i Zaltan, docierając do tunezyjskiej granicy. Klęska wojsk LNA była całkowita.

Zdjęcie: EEAS

Wnioski – co dalej z Libią?

Mając na uwadze dynamiczne zmiany zachodzące na frontach z całą pewnością można przyjąć, że w najbliższym czasie nie uda się wygasić wojny domowej. Zarówno strona rządowa GNA, jak i nieuznawana przez ONZ Libijska Armia Narodowa nie będą w stanie zasiąść do rozmów pokojowych z których mógłby się wyłącznie jeden ośrodek władzy. Fajiz al-Saraj nie zgodzi się na oddanie władzy w ręce rządu w Tobruku, mimo faktu kontrolowania przez niego zdecydowanej większości terytorium Libii. Również generał Khalifa Haftar, mimo ostatnich klęsk, nie podda się bez zwycięstwa. Doświadczenie pokazuje, że LNA nie zniechęcą ostatnie klęski na froncie. Haftar jest graczem, który dąży do zamierzonego celu bez względu na ramy czasowe. Przykładem może być kampania w Benghazi. Trwała trzy lata, ale ostatecznie generał wyszedł z niej zwycięsko. Trudno również liczyć na jakąś dyplomatyczną interwencję z zagranicy. Zarówno spotkania w Berlinie i Moskwie nie przyniosły oczekiwanego rezultatu.

Zakończenia walk nie ułatwiają również interwencje państw zewnętrznych. Turcja skutecznie udowodniła, że swoją interwencją może przeważyć szalę w starciu zbrojnym. Jej próby odtworzenia Imperium Osmańskiego m.in. poprzez działania w Syrii i w basenie Morza Śródziemnego, pozwalają sądzić, że wojska Erdogana są gotowe do działań na kilku frontach. Niejednoznaczna postawa wobec NATO, kontakty i konflikty z Rosją utwierdzają w przekonaniu, że Ankara uważa terytoria Bliskiego Wschodu za swoją strefę wpływów i nie zaaprobuje żadnej decyzji dotyczącej regionu, jeżeli ta nie będzie zgodna z jej polityką.

Również Rosja, oficjalnie nie biorąca udziału w konflikcie, próbuje jak najwięcej na nim zyskać. W przypadku Moskwy można sądzić, że Rosja jest najbardziej zainteresowana wydobyciem libijskich surowców naturalnych, a jej prawdziwym celem politycznym jest stanowienie przeciwwagi dla Turcji. Stąd też za swój główny teatr działań wskazuje Syrię, w Libii ograniczając się do nieoficjalnego wsparcia i dostaw sprzętu.

Spraw pokojowych nie ułatwia niejednoznaczna polityka prowadzona przez administrację Donalda Trumpa. Stany Zjednoczone jako stały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ popierają i uznają rząd w Trypolisie. Jednocześnie amerykański prezydent rozmawiał telefonicznie z Tobrukiem.

Scenariusz zakończenia konfliktu dla Libii nie wygląda optymistycznie. W przypadku zwycięstwa rządu w Trypolisie można się spodziewać przedłużających się walk z resztkami LNA, które zapewne rozpoczną działania partyzanckie. Pacyfikacja takich jednostek może trwać latami i przerodzić się w nową wojnę domową. Nie wiadomo też, jak zareagowaliby na taki obrót spraw mieszkańcy wschodniej Libii. Ta część kraju dąży do autonomii i nie widzi możliwości współistnienia z organizacjami islamistycznymi, które udzielają poparcia rządowi al-Saraja. Ewentualne zwycięstwo sił rządowych naraziłoby Libię na wrogie działania ze strony dotychczasowych sojuszników Haftara – Egiptu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Trudno również założyć, po zaangażowaniu się Turcji w działania zbrojne i podpisanie MOU, że Libia pod rządami GDA będzie państwem w pełni niepodległym. Raczej przekształci się w quasi-satelitę Ankary, z którą będzie konsultowała wszelkie decyzje na arenie międzynarodowej. To z kolej nie spodoba się państwom popierającym rząd w Tobruku.

Należy zakładać, że w przypadku zwycięstwa sił LNA i generała Khalifa Haftara dojdzie do zacieśnienia współpracy z Europą, Egiptem i ZEA. Wszystkie te kraje są zainteresowane stabilizacją regionu, ograniczeniem migracji do Europy oraz likwidacją zagrożenia związanego z ekstremizmem islamskim. Haftar uchodzi za człowieka, który będzie w stanie trzymać władzę silną ręką.

Zdjęcie: EEAS

Sprawdź podobne tematy, które mogą Cię zainteresować

Plany modernizacji Sił Powietrznych w Sejmie

13 kwietnia na posiedzeniu Sejmowej Komisji Obrony Narodowej (SKON), sekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej Wojciech Skurkiewicz poinformował posłów o postępach i planach modernizacji technicznej

Zatrzymać Smoka – polityka USA wobec Chin za prezydentury Bidena?

Jednym z głównych celów administracji Donalda Trumpa było zakończenie tzw. polityki zaangażowania wobec Chińskiej Republiki Ludowej, którą poprzednie administracje amerykańskie prowadziły…

X