Przejdź do serwisu tematycznego

Latarka Olight S10R Baton II – na co dzień i od święta

Poszukiwałam kompaktowej, codziennej, torebkowo-plecakowej latarki, która rozsądną ceną nie nadwyręży mojego dość skromnego budżetu, która wielkością nie zabierze miejsca moim przydasiom, która swą wagą podczas noszenia przy boku nie uszkodzi stawów, której prostota i niezawodność nie zniszczy mojej kobiecej psychiki, która przede wszystkim będzie spełniała swoją podstawową funkcję – dawanie światła.

Skupiłam się na sprzęcie w granicach do 200 złotych, o zasięgu do 100 m. Po kilku sesjach poszukiwań Internetowych, wybór padł na świecidło chińskiej marki Olight, model  S10R Baton II. W polskich sklepach maleństwo dostępne jest już od 180 zł, ja wybrałam trochę tańszą, ale wymagającą cierpliwości opcję – zamówiłam ją u dalekowschodnich przyjaciół. Po miesiącu dotarła do mnie cała i zdrowa przesyłka.  Sprawdźmy więc, czy mój wybór nie okaże się wtopą.

Opakowanie i zawartość

Miłą niespodziankę sprawił fakt, że latarka zapakowana była w estetyczne, przyjazne pudełko, a nie, jak to często bywa,  w blister odwdzięczający się ranami ciętymi i szarpanymi.  Z łatwością dobyłam więc zawartości. Pudełko ukazało: latarkę wraz z akumulatorem litowym RCR 123A 3,7V 650 mAh, stację ładującą z wejściem mikro-USB i portem USB, kabel micro-USB, klips, smycz, uszczelniający o-ring, naklejkę do stacji ładującej oraz instrukcję obsługi.

Gustowne, wygodne do rozebrania ubranie.

Zawartość opakowania w całej swej okazałości.

Naprawdę niewiele waży.

Przyjrzyjmy się dokładniej

Zadowolenie budzi elegancki design oraz solidność wykonania latarki. Wyprodukowano ją z aluminium lotniczego anodowanego na czarno. Dość gruba obudowa zwiastuje prawidłowe odprowadzanie ciepła wytwarzanego przez zastosowaną tu diodę Cree XP-L HD LED. Sprytna ładowarka wyposażona w porty USB wydaje się być odpowiedzią na naszą potrzebę ciągłego obcowania ze sprzętami elektronicznymi. Lekka i przenośna, pomoże nam naładować latarkę za pomocą komputera lub w samochodzie, przyda się również do podpięcia innego urządzenia. Dołączony klips powinien pozwolić na przytwierdzenie utensylium do wszelakich części garderoby albo do noszonych na co dzień tobołków. Oplatając o dłoń lub szlufkę, towarzyszącą latarce smycz, nie powinniśmy  obawiać się jej zgubienia podczas radosnych pląsów w terenie.

Zatem zobaczmy czy moje przypuszczenia będą miały odzwierciedlenie w testach i zbadajmy potęgę jej mocy.

Estetyczna. Prawda?

Potwierdzenie filigranowej sylwetki.

Wygoda użytkowania

Na wyświetlaczu wagi kuchennej mamy potwierdzenie jej przystępnej masy (z całym oprzyrządowaniem), a kompaktowość wymiarów widać jak na dłoni.

Latarka rzeczywiście nie wydaje się ciążyć w kieszeni spodni, nie przeszkadza zarówno podczas przemieszczania się jak i w pozycji siedzącej, jest prawie niewidoczna, momentami nawet kusi, żeby sprawdzić, czy faktycznie mamy ją przy sobie.  W torebce, w plecaku właściwie niewyczuwalna. Przytwierdzona klipsem do daszku czapeczki trzyma się mocno, czapka  nie opada na twarz. W ten sposób z powodzeniem może spełniać funkcję czołówki. No prawie, bo brak tu ruchomej głowicy, ale przecież nie tego szukałam. Poza tym mówią, że rzeczy do wszystkiego- paradoksalnie, bywają do niczego. Z resztą, w niektórych przypadkach taka ekstra funkcja może uwłaczać wodoodporności.

Wodoszczelność

No właśnie, co z tą wodoszczelnością? Producent określa ją na poziomie IPX7. Postanowiłam sprawdzić co to oznacza w praktyce.  Na szczęście dla testów, a niestety dla większości z nas, pogoda w tym roku dostarczyła wielu okazji do zweryfikowania tego parametru. Pierwszy kapuśniaczek z latarką u boku wywołał u mnie szybsze bicie serca. Czy sprzęt podoła takiemu wyzwaniu? Dwu godzinny spacer w tych warunkach nie wyrządził żadnych szkód. Wszelkie użytkowe walory zostały zachowane. Po tym sukcesie zdecydowałam się na dostarczenie mojej latarce mocniejszych wrażeń. Kiedy za oknem szalała nawałnica, a ja delektowałam się grzanym winem i ciepłem kominka, latarka została wyproszona na zewnątrz. Wygnanie zniosła dzielnie i bez focha. Za przygodę z burzą po prostu zrewanżowała się światłem. Super, pójdźmy dalej w tych bestialskich praktykach. Czy zniesie podtopienie?

Tym razem, dla odmiany,  upał i żar z nieba skusił do udania się w okolice nielicznych już naturalnych akwenów wodnych, w których nie ma zakazu kąpieli, gdzie bez obaw można oddawać się pluskom. Dzierżąc w dłoni mą zdobycz ze wschodu przepłynęłam niewielki dystans. Ku mojemu zdziwieniu i to wyzwanie przeszła bez szwanku. Dokładne oględziny nie wykazały żadnych śladów wody w jej wnętrzu. Za szybką, a dokładnie za utwardzanym szkłem typu UCL, nie stwierdziłam skraplającej się pary wodnej. Odkręcenie  pierścienia nie wywołało wodospadu, w tubie również sucho. Test wodoszczelności uważam za zaliczony.

Jeden ze zdanych egzaminów z wodoszczelności

Kilka cech dodatkowych

Zanim przejdę do opisania kluczowej funkcji, wspomnę jeszcze o kilku innych ważnych cechach. Otóż za sprawą wielokątnego pierścienia latarka nawet bez stróżującego klipsa prowadzi się dobrze i nie stacza. A dzięki umieszczeniu w zakrętce magnesu, szkrab przytula się prawie do wszystkiego. Przytula się do sprzętów AGD, ostrzy noża, karoserii samochodów, PRL-owskich ościeżnic, niektórych poręczy, nawet do większych gwoździ. Przy zachowaniu odpowiednich warunków może nam posłużyć jako centralna lampa (za sprawą magnesu albo podpiętej smyczy) lub kinkiecik. W tym momencie warto też potwierdzić solidność wykonania, gdyż producent odgraża się wytrzymałością na upadek z wysokości 1,5m. W nawiązaniu do obietnic wytwórcy z cała swą kobiecą delikatnością i gracją rzuciłam nią o beton. Latarka i tą próbę przeżyła. Ufff…, mogę pisać dalej. Na obudowie widać tylko małe draśnięcie. Pomimo sukcesu w tej kwestii, wolałabym jednak nie powtarzać sprawdzianu, mam subiektywne, usprawiedliwione jedynie kobiecą intuicją wrażenie, że był to tylko tzw. fuks.

Latarka przyczepiona do noża ze stali węglowej za pomocą magnetycznego segmentu zakrętki.

Mocowanie klipsem do czapki. Prawie jak czołówka.

A światło?

Po opisaniu wszelkich pobocznych aspektów  tego wyrobu, przejdę w końcu do kwestii podstawowej.

Latarka charakteryzuje się pięcioma trybami świecenia: moonlight, ciągłym słabym, ciągłym średnim, ciągłym mocnym oraz stroboskopowym. Ze względu na brak odpowiednich urządzeń pomiarowych mogę tylko przytoczyć dane jakie podaje producent w zakresie mocy. Dla trybu moonlight jest to 0,5 lm, co powinno przełożyć się na 168h ciągłej pracy. Korzystając z trybu słabego, latarka daje moc 5 lm przez 48h. Na ustawieniu średnim jest to już 100 lm, ale za to tylko 3h20min pracy. Używając opcji HIGH latarka dostarcza mocy od 300 do 500lm na około 50 min. W trybie najmocniejszym przed przegrzaniem diody chroni system Active Thermal Management, który po czasie 4 min zaczyna stabilizować światło w granicach pracy tego trybu. Po wyłączeniu, pozwalając na ostygnięcie, latarka powtórnie da radę wykrzesać z siebie moc maksymalną.  Zmiana trybów ciągłych jest możliwa w pozycji ON poprzez przytrzymanie włącznika przez około 2 sekundy. Przytrzymując guzik w pozycji OFF latarka zaczyna pracę w trybie moonlight. To delikatne, dyskretne światło może się przydać w terenie do czytania map, w sytuacji kiedy nie chcemy naruszyć przyzwyczajenia oka do widzenia w ciemności. Klikając przycisk dwa razy w pozycji ON włączamy drażniący tryb stroboskopu. Jednak i to nieprzyjemne zjawisko wydaje się być użyteczne, może oślepić i zdezorientować ewentualnego napastnika lub przydać się do sygnalizacji alarmowej.

Najmocniejszy tryb w mrokach piwnicy.

Światło trybu moonlight dostatecznie oświetla mapę, równocześnie nie przeszkadzając kierowcy w jeździe.

Podsumowanie

Chciałabym się do czegoś doczepić, bo lubię, ale nie mam specjalnie do czego. Sprzęt podołał wyzwaniom życia codziennego , jak i  weekendowemu, trochę ostrzejszemu użytkowaniu. Przeżył wodę, wiatr i upadki. Niestety nie było okazji sprawdzenia go podczas intensywnych mrozów, ale dla odmiany wiem, że pobyt w nagrzanym słońcem samochodzie znosi świetnie. W codziennej, miejskiej egzystencji moc latarki umożliwia bezproblemowe, komfortowe wydobycie kluczy z niemal bezdennej,  a na dodatek wyścielonej czarną, podstępną podszewką damskiej torebki. W czasie pozamiejskich nocnych eskapad światło latarki dociera do odległych krzaków i rozwiewa wątpliwości dotyczące ewentualnego bytowania w nich dzików, niedźwiedzi i innych stworów. Doskonale oświetla również wnętrza mrocznych bunkrów i piwnic. Dla świętego spokoju, tak żeby nie było całkowicie cukierkowo naskoczę tylko trochę na wyłącznik, który mógłby być trochę lepiej wyczuwalny pod ręką. W ramach przykrych niespodzianek, latarka zaskoczyła mnie kilkukrotnym, pewnie tylko prawie samoistnym włączeniem się podczas przenoszenia. Ogólna ocena bardzo pozytywna i mam nadzieje, że nie jest ona wynikiem usprawiedliwienia własnego wyboru.

Sprawdź podobne tematy, które mogą Cię zainteresować

Test: Mactronic Patrol Charger+

Obiektowa latarka patrolowa Latarka to przydatne urządzenie używane w zasadzie przez wszystkich. Każdy ma ich kilka w domu: zaczynając od miniaturowych przyczepionych do kluczy, przez dopasowane do damskiej…

Test: Noże na MOLLE

Mocowanie noża na oporządzeniu System MOLLE/PALS ma za sobą nieco ponad 20 lat służby. W tym czasie pełnił nie jedno zadanie i służył w siłach zbrojnych…

X