Deszcz to bezpośrednia kontynuacja poprzedniej części cyklu. Podinspektor Jakub Tyszkiewicz, szef Biura Zwalczania Terroryzmu od pierwszych stron książki zostaje wrzucony w wir problemów, których początek można było prześledzić we Mgle. Bohater musi więc poradzić sobie nie tylko z faktem, że władza w Polsce trafiła w ręce osób niezbyt mu przychylnych, ale też z konsekwencjami ujawnienia przez siebie – i to przed kamerami – kontrowersyjnych szczegółów niedawnego wypadku samolotowego rzekomo z udziałem rosyjskiego ministra. A kiedy już dochodzi do wniosku, że może by tak rzucić wszystko i wyjechać do Portugalii, zostaje wbrew swej woli przydzielony do ostatniej misji, bo już tylko kilka dni dzieli Polskę od podpisania z USA arcyważnej umowy, którą sygnować ma przybyły specjalnie z małżonką amerykański prezydent. Mało? Jest więcej: obraz żony Tyszkiewicza ma być jedną z głównych atrakcji podczas charytatywnej aukcji, która ma odbyć się z udziałem dwóch prezydenckich małżonek, paru multimilionerów i gwiazdki pop. I nawet na tym nie koniec, bo dochodzi jeszcze ulewny deszcz, który zmienia Warszawę w parszywe miejsce coraz bardziej zagrożone powodzią.

Zgodnie z typową dla powieści kryminalnej logiką coś musi zatem pójść nie tak. Szef Biura przeczuwa to zresztą, ale i tak wciąż wyraża w tonie pobożnego życzenia nadzieję, że to jego ostatnia służbowa akcja, po której od razu spakuje walizki i pojedzie prosto do Portugalii. Taki schemat – zmęczonego życiem funkcjonariusza, któremu przygotowania do zasłużonej emerytury przerywa ważne zadanie – to oczywiście znana filmowa i powieściowa klisza, wskazać takich bohaterów można bardzo wielu. I chociaż Jakub Tyszkiewicz nie powtarza na każdym kroku, jak Roger Murtaugh z Zabójczej broni, że jest „too old for this shit”, to przecież model zachowania jest dokładnie ten sam. Unikając zdradzania zakończenia, można powiedzieć tylko, że domykając cykl, Ciszewski nie był dla swojego protagonisty łaskawy, a przynajmniej nie w każdym względzie.

Akcja powieści zamyka się w kilku dniach – pomijając większy skok w przyszłość w epilogu – i toczy raczej wartko. Chociaż najistotniejsze wydarzenia rozgrywają się dopiero mniej więcej w połowie książki, to atmosfera, jaka panuje wśród bohaterów wcześniej, jest na tyle gęsta, że nawet z opisu tego czasu poprzedzającego punkt kulminacyjny dałoby się pewnie ukleić samodzielną powieść. Ciszewski nie daje czytelnikowi odetchnąć i zrzuca bohaterom na karki kryzys za kryzysem. Niektóre z tych sytuacji i ich konsekwencji są niestety dość przewidywalne, ale i tak stopniowe budowanie intrygi i ostateczne wyjaśnienie tego, kto pociąga za sznurki – które, swoją drogą, pewnie spodoba się bardzo zwolennikom teorii spiskowych – daje dość dobre efekty. Z minusów: nie jestem przekonana, czy konieczne było wprowadzenie fragmentów pisanych z punktu widzenia przeciwników Tyszkiewicza. O ile ten zabieg całkiem nieźle działa w końcowych partiach powieści, kiedy pozwala zbudować atmosferę zagrożenia, o tyle wcześniej te fragmenty według mnie tylko rozbijają tok akcji, a nie mówią właściwie niczego nowego czy istotnego ani o działaniach wrogów, ani nawet o ich charakterach czy motywacjach.

Umiejscowienie akcji we współczesnej Polsce, drobiazgowe analizy zawiłości instytucjonalnych oraz opisywanie sieci wzajemnych zależności może prowokować pytanie o to, czy powieściowi bohaterowie to odbite lub w jakimś stopniu przekształcone sylwetki istniejących w rzeczywistości osób. Moja świadoma czytelnicza decyzja była jednak taka, żeby się nad tym zbytnio nie zastanawiać – lepszą, jak sądzę, zabawę gwarantuje potraktowanie Deszczu po prostu jako kryminału, a nie jako politycznej powieści z kluczem. Należy za to na pewno przyznać Ciszewskiemu, że sylwetki istotniejszych bohaterów kreśli umiejętnie i plastycznie. Może tylko niektóre – jak Hanna Paskiewicz – trochę za mocno realizują utarte schematy osobowości i przez to momentami uderza ich jednowymiarowość. Ale za to inne, jak choćby pozostający w tle, a jednak ciągle obecny Krzeptowski czy żona głównego bohatera, Helena, w toku akcji rozwijają się, dojrzewają i przeżywają prawdziwe ludzkie dramaty.

Deszcz jest więc niezłą powieścią sensacyjną z dobrze poprowadzoną intrygą, która stanowi dobre domknięcie meteorologicznego cyklu. Jej zakończenie pokazuje natomiast jedną z reguł stanowiących podstawę przedstawionej w tej serii wizji świata: zasadę, że na politycznej scenie zmieniają się tylko marionetki, a prawdziwi aktorzy bezustannie pociągają za sznurki, odgrywając dobrze sobie znany scenariusz.