Przejdź do serwisu tematycznego

Nóż-bagnet z Łucznika

Dobre narzędzie dla żołnierza

23 marca 2016 Inspektorat Uzbrojenia podpisał z Łucznikiem umowę na dostawy 150 powtarzalnych 5,56-mm karabinków reprezentacyjnych (MSBS-5,56R/MSBS R20). Historycznie to pierwszy kontrakt na konstrukcję należącą do Modułowego Systemu Broni Strzeleckiej kalibru 5,56 mm (MSBS-5,56). Wraz z karabinkiem do Wojska Polskiego trafił nóż-bagnet. Ostatni polski bagnet karabinowy wz. 29 powstał w Polsce blisko 90 lat wcześniej.

Bagnety pojawiły się na polach bitew w XVII wieku. Pierwsze miały pojawić się w 1611, jeszcze przed rozpoczęciem wojny trzydziestoletniej (1618-1648). Legenda głosi, że w związku z kłopotami w dostawach drzewców do pik jeden z francuskich dowódców zadecydował od odłamaniu grotów i użyciu ich jako improwizowanej broni wetkniętej do lufy muszkietów. Pierwsze historyczne zapisy o zastosowania bagnetów szpuntowych lub kołkowych pochodzą z wydanych w 1690 wspomnień pułkownika Jacquesa de Chastenet. Opisał on zastosowanie improwizowanych 30-centymetrowych bagnetów podczas wojny trzydziestoletniej. Jednak dopiero w 1671 zostały one standaryzowane jako część uzbrojenia piechoty przez generała Jeana Martineta.

Ewolucja

Pierwotnie rękojeść długiego sztyletu wkładano bezpośrednio do lufy muszkietu, uzyskując tym samym improwizowaną włócznię. Rozwiązanie to zastąpiło piki i dzierżących je pikinierów, którzy do tej pory chronili strzelców przed szarżą kawalerii. Na przestrzeni kolejnych lat bagnety szpuntowe osadzane w lufie zastąpiono modelami tulejowymi. Osadzano je w postaci szpikulca na zewnątrz przewodu. Głownia znajdowała się poza osią lufy, dzięki czemu nie przeszkadzały w prowadzeniu ognia.
Szpikulec zastąpiono długim pałaszem przypominającym wyprostowaną szablę. Później sukcesywnie zmniejszano jego szerokość, by ograniczyć masę. Powrócono tym samym do wyglądu zbliżonego do pierwszych bagnetów szpuntowych – sztyletu lub noża o wąskiej głowni. Na tym etapie najbliższy prawdzie byłby termin bagnet-nóż, w znaczeniu: broń z dodatkową, znikomą funkcją użytkową.
W czasie pierwszej i drugiej wojny światowej grzbiet niektórych konstrukcji częściowo lub w całości pokrywały zęby piły. Nadawały tym samym broni białej bardziej utylitarnego charakteru. Ten kierunek utrzymał się po dziś dzień, przez co współczesne rozwiązania najlepiej opisuje pojęcie nóż-bagnet, ze względu na wiodącą funkcję użytkową.

Jakość

Produkowane masowo bagnety rzadko grzeszyły jakością, a nawet trwałością. W 1933 gdy sprawdzano stan zmagazynowanych 80 tysięcy niemieckich wz. 98/05, okazało się że ze względu na ich zły stan techniczny remont jest nieopłacalny. Na przestrzeni 300 lat nie wprowadzono przełomowych zmian w materiałach, z których wykonywano bagnety. Nawet, gdy ich forma zdążyła okrzepnąć, a nacisk położono na funkcje użytkowe, wciąż słabo cięły, nie trzymały parametrów i ostrości. Zaczęło się do zmieniać dopiero w latach 2000.
Jednym z prekursorów był amerykański bagnet Ontario Knife Company OKC-3S, następca M9. Stworzono go zgodnie z wymaganiami amerykańskiego Korpusu Piechoty Morskiej (USMC, US Marine Corps). Była to jedna z pierwszych konstrukcji, w której choćby napomknięto o parametrach stali. Do wykonania OKC-3S użyto wysokowęglowego stopu, który po obróbce termicznej osiągał twardość 53-58 w skali Rockwella (HRC).
Dla noży i przy okazji też bagnetów, nastał czas renesansu jakościowego. Choć te drugie zostały niemal całkowicie wyeliminowane z użycia przez zmiany doktryn wojennych. Szarże na bagnety zdarzały się tak rzadko, że mundurowi częściej sięgali po średniej wielkości, ale dobry jakościowo nóż lub narzędzie wielofunkcyjne (mooltitool), niż duży i przeciętny bagnet. Trzeba też zauważyć, że jest to konstrukcja wyspecjalizowana, wprowadzana razem z określnym typem broni.
Obecnie bagnety produkuje niewielu producentów, z których większość wyspecjalizowanych jest przede wszystkim w wytwarzaniu noży. Należą do nich amerykańskie spółki Ontario Knife Company i Zero Tolerance oraz niemiecka Eickhorn Solingen. Bagnety powstające w tych samych zakładach, co broń palna, należą do prawdziwej rzadkości. Jednym z nich jest polski nóż-bagnet do karabinka MSBS radomskiej Fabryki Broni.

Konkurencyjne projekty

W 2011 Wojskowa Akademia Techniczna wraz z Fabryką Broni rozpoczęła projekt Modułowy System Broni Strzeleckiej (MSBS). Obejmował on, obok stworzenia karabinka podstawowego i karabinka-granatnika w systemie klasycznym także opracowanie wielozadaniowego noża, który pełniłby również rolę bagnetu. Na etapie projektów zaprezentowano dwa konkurencyjne rozwiązania.


Model noża-bagnetu podpięty do karabinka MSBS-5,56K. Mechanizm blokady umieszczono na lufie co pozwoliło znacznie odchudzić narzędzie

Pierwszy był masywny model była masywny opracowany przez Mariusza Zawiszę, konstruktora prowadzącego projekt nóż-bagnet. Mocno zgeometryzowane ostrze typu tanto z krótkim skosem przednim i długą, zaostrzoną krawędzią czołową (fałszywe ostrze) upodobniała broń do włoskiego Extrema Ratio Fulcrum. Polimerowej rękojeści bliżej było do amerykańskiego OKC-3S ze względu na wrzecionowaty kształt i mocowanie do karabinka: masywny pierścień okalający lufę, pełniący rolę jelca i dużą głowicę z mechanizmem zaczepu. Masa tego modelu wynosiła 307 gramów, długość 152 mm, szerokość 30 mm i grubość 4 mm.
Drugi projekt opracowali konstruktorzy z WAT. Najpierw przygotowano na drukarce 3D model, a po wstępnym dopracowaniu wzoru wykonano pierwsze egzemplarze ze stali. Ten nóż-bagnet był bezpośrednim przodkiem dzisiejszego wzoru produkcyjnego.


Modele noży-bagnetów: powyżej projekt Łucznika, poniżej propozycja opracowana przez Wojskową Akademię Techniczną

Nóż-bagnet

Budowa radomskiego noża-bagnetu nie uległa znaczącym zmianom. Nie było takiej potrzeby, bowiem opracowano konstrukcję, której zdolności penetrujące starano się zmaksymalizować wszelkimi sposobami, zachowując przy tym zdrowy rozsądek i utylitarny charakter narzędzia.
Nóż-bagnet mierzy 278 mm. Z tego 151 mm przypada na głownię, 114 mm na rękojeść, a pozostałe 13 mm na wystający króciec pełniący rolę zaczepu do karabinka. Model miał niemal identyczne wymiary, ale jego ostrze było krótsze o 6 mm.
Masa egzemplarza produkcyjnego to 202 g. To niewiele, jeżeli za punkt odniesienia przyjmie się krótszy 272-mm bagnet do AKMS. Jego masa to 321 g, czyli konstruktorom udało się zaoszczędzić prawie jedną trzecią.


Nóż-bagnet do MSBS-5,56 w zestawieniu z modelem 6H4 do karabinka AKM/AKMS. Różnica mas jest wyczuwalna, nowa model jest lżejszy o 169 g

Głownia

Głownia noża-bagnetu ma kształt typu drop point z długim, łagodnie nachylonym, skosem części czołowej, zwanej też fałszywym ostrzem. Krawędź tnąca przebiega łagodnie po łuku o bardzo dużym promieniu. Jest on dłuższy nawet od krzywizny znacznie większego amerykańskiego OKC-3S.
Szlif głowni uległ zauważalnemu podniesieniu, względem modelu. Pozwoliło to zmniejszyć masę, wpłynęło też korzystnie na właściwości tnące i penetrujące. Grzbiet jest gładki z wyraźnym, półokrągłym podcięciem pod kciuk. W prototypie znajdowała się tu piła z dwoma rzędami zębów. W założeniu, miała ona służyć do cięcia drewna, ale by faktycznie działała konieczne były dalsze poprawki geometrii. Ostatecznie z niej zrezygnowano. Krótki odcinek piły nie poprawiał znacząco możliwości tnących, a stwarzał realne zagrożenie zaklinowania ostrza w celu.

Krawędź tnąca

Nóż-bagnet odziedziczył z prototypu nie tylko kształt głowni, ale i krawędź tnącą typu combo (częściowo ząbkowaną). Licząc poziomą składową, gładka część mierzy równe 100 mm.
W modelu cały odcinek gładki stanowił łuk. W odmianie finalnej tuż przed ząbkami znajduje się fragment niemal idealnie płaskiej krawędzi tnącej. Jest to istotne, gdyż właśnie ta część noża najczęściej i najciężej pracuje, szczególnie podczas strugania i rąbania.
Ostatnie 40 milimetrów krawędzi tuż przy jelcu zeszlifowano w falisty kształt ząbków. Dzielą one odcinek na 11 wklęsłych sekcji. W prototypie był on krótszy i miał ich zaledwie osiem. Tego typu piła ułatwia cięcie lin i pasów z włókien naturalnych oraz sztucznych. Nie do końca zrozumiałe jest jej położenie na klindze.
Zazwyczaj wzór wycina się w taki sposób, by grzbiety zębów przebiegały na przedłużeniu gładkiej części krawędzi tnącej. W bagnecie z Radomia są wyraźnie cofnięte w głąb głowni i trudno jednoznacznie powiedzieć dlaczego. Przesunięty ku przodowi środek ciężkości ułatwia rąbanie, a piłowaną linę łatwiej będzie utrzymać w zakresie pracy ząbkowanego odcinka. Z drugiej strony, używając bagnetu w walce rośnie ryzyko zaklinowania broni w celu.
Kolejnym budzącym wątpliwości elementem ostrza jest choil, czyli wcięcie tuż przed jelcem. Zarówno w modelu, jak i finalnym nożu-bagnecie wykonano je bardzo wyraźnie i z premedytacją. To bardzo pożądane rozwiązanie, ułatwia równomierne ostrzenie noża stanowiąc wyraźny punkt początkowy krawędzi tnącej.
Problem w tym, że ma to sens tylko w przypadku, gdy choil umieścimy bezpośrednio przed gładkim ostrzem (plain). Wykonywanie go w bezpośredniej bliskości ząbków jest niezbyt rozsądne. Co więcej, jeśli występ między piłą a wcięciem nie pełni jakiejś tajemniczej roli, staje się niepotrzebnym marnotrawstwem. Nie jest to jakiś karygodny błąd, a jedynie wymusza dodatkowe operacje produkcyjne. Być może wynika to z powodów technologicznych, a nóż-bagnet powstaje z kształtownika pozbawionego części ząbkowanej. Może to oznaczać, że Fabryka Broni ma w planach wytwarzanie także odmiany cywilnej z gładką krawędzią tnącą.


Zbliżenie na konstrukcję ząbków, wcięcie (choil) i jelec-zaczep do karabinka. Czemu zęby osadzono tak głęboko? Po co wcięcie przydatne tylko przy gładkim ostrzu?

Rękojeść

Kształt chwytu jest silnie inspirowany nożami Extrema Ratio. Nie jest to jednak kopia włoskich rozwiązań. Przednia część, będąca podparciem dla palca wskazującego i środkowego, jest wyraźnie węższa. Powstały w ten sposób stopień zapewnia lepszą kontrolę nad ostrzem podczas cięć, uderzeń głowicą i zabezpiecza przed wyśliźnięciem się noża-bagnetu z ręki.
Szczupłą rękojeść projektowano specjalnie do użycia w grubych rękawicach. Nóż-bagnet trzyma się wygodnie zarówno chwytem szermierczym (ostrze w przód), jak i sztyletowym (w tył). Warto zwrócić uwagę na wyraźną, prostopadłą do głowni krawędź czołową rękojeści. Stanowi ona pewne podparcie dla zgiętego kciuka, uniemożliwiając wyśliźnięcie się noża w trakcie zamaszystych ruchów tnących.


Rękojeść ma charakterystyczną geometrię i jest specjalnie odchudzona. Kształt chwytu wydaje się być inspirowany konstrukcjami włoskiego Extrema Ratio

Okładzinę chwytu wykonano metodą wtryskową bezpośrednio na szkielet stanowiący przedłużenie głowni. Polimer jest twardy i o dużej gęstości. Ściśle przylega do stali i próżno szukać luzów i szczelin. Niemniej, powierzchnia twardego polimeru jest niemal gładka, pozbawiona wyraźnej tekstury i zwyczajnie śliska. Zwracano na to uwagę na etapie modelu, choć zmiany nie zostały wprowadzone.
Wprawdzie nóż-bagnet nie wypada z dłoni i daje się skutecznie trzymać, ale podczas rąbania czuć jak siła odśrodkowa przemieszcza go w zaciśniętej pięści. A to zmniejsza zaufanie do narzędzia i sprawia, że użytkownik nie wykorzystuje pełni jego możliwości. Można to łatwo zmienić we własnym zakresie. Polimer powinien bez skargi przyjąć owinięcie taśmą antypoślizgową, teksturowanie rozgrzanym grotem lutownicy (stippling) lub naniesienie na podkład z kleju drobin węglika krzemu, korundu i podobnych materiałów.



Nóż-bagnet leży w dłoni niemal idealnie. Ergonomię można próbować poprawiać w nieskończoność, ale ucierpi na tym uniwersalność konstrukcji

Zaczep do karabinka

Nóż-bagnet montuje się na lufie karabinka ostrzem ku górze. Zamocowany na broni nie przeszkadza w prowadzeniu ognia, nie wypina się także w wyniku odrzutu. Rolę przedniego zaczepu pełni szczątkowy jelec, będący integralną częścią głowni. Uformowano go w kształt odwróconego trapezu z 5-milimetrowym wcięciem od strony rękojeści. Pozwala to zaczepić go o krawędź urządzenia wylotowego karabinka rodziny MSBS-5,56. W modelu ząb miał ostre brzegi, wyraźnie wyczuwalne podczas pchnięć. W sytuacji ekstremalnej mogło to doprowadzić do skaleczenia palca wskazującego. Docelowy egzemplarz poprawiono, zeszlifowując nieznacznie brzegi. Jelec wciąż jest wyczuwalny pod palcem, ale nawet pod silnym naciskiem nie czepia się skóry.
Drugim punktem mocowania jest stalowy króciec o skomplikowanym kształcie (zbliżonym do trapezu) wystający z końca rękojeści. Wycięcia na jego bocznych powierzchniach służą za prowadnice dla mechanizmu umieszczonego pod lufą karabinka. Zatrzask blokuje się o występ króćca z półokrągłym podcięciem, zabezpieczając bagnet przed przypadkowym odpięciem. Wystającą końcówkę wyposażono w otwór do przyczepienia lonży zabezpieczającej i szeroką, ostro zakończoną krawędź. Może ona służyć do lekkiego podważania (na przykład pokryw puszek), jako duży śrubokręt płaski lub zbijak do szyb. Ten ostatni nie jest tak precyzyjny i wygodny jak kolce ze spieków węglowych spotykane w nożach ratowniczych, ale spełni swoje zadanie.


Porównanie przednich zaczepów umożliwiających podpięcie bagnetów pod lufę broni. Nowy model to jeden z niewielu, który może być swobodnie wykorzystywany jako nóż. Pierścień jelca choć solidniejszy często wchodził użytkownikowi w paradę


Tylny króciec mocujący nóż-bagnet do karabinka. Ścięta tylna krawędź może służyć za zbijak do szyb lub śrubokręt płaski. Można za jego pomocą podważać, ale należy pamiętać że nie jest to konstrukcja monolityczna

Cięcie drutu

Jak wiele innych konstrukcji, również radomski nóż-bagnet w połączeniu z pochwą pełni rolę improwizowanego narzędzia do cięcia drutu lub przewodów. Do tego celu w głowni wykonano otwór w kształcie zbliżonym do prostokąta. Współdziała z kołkiem stalowej końcówki pochwy. Łącząc oba elementy, kołek staje się osią obrotu nożyc.


Kombinowane nożyce do drutu składające się z kabury-wkładki i noża-bagnetu. To jedna z najlepiej rozwiązanych konstrukcji tego rodzaju. Można ją szybko przygotować do działania i nie wymaga odpinania kabury od oporządzenia

Nóż-bagnet projektowano z myślą o cięciu przewodów pod napięciem. Polimerowa pochwa i okładzina noża nie przewodzą prądu, ale co z głownią i króćcem-zaczepem? Okazuje się, że nie są one jednym elementem, a jedynie łączy je twarde tworzywo sztuczne chwytu. Nie ma więc ryzyka przypadkowego porażenia, o ile użytkownik nie złapie za klingę.


W celu wykorzystania noża-bagnetu do cięcia drutu, jedna strona głowni jest częściowo spłaszczona. Asymetria jest wyraźnie widoczna dopiero przy dokładniejszych oględzinach

To jednak oznacza, że nóż-bagnet nie jest konstrukcją typu full tang, a po utracie okładzin jego ergonomia ulegnie znacznemu pogorszeniu. Nie znaczy to wcale, że konstrukcja jest słaba. W trakcie testów fabrycznych poddano ją rygorystycznym próbom wytrzymałościowym. Wielokrotnie uderzano bronią z zamocowanym na niej nożem-bagnetem w twarde drewno i inne materiały. Ani karabinek, ani narzędzie nie uległy uszkodzeniom. Wyjątkiem był stępiony sztych, ale to mieści się w kryteriach normalnego zużycia, gdy za cel testów służyła sterta europalet i blachy.



Okucie do cięcia drutu łączy się z wkładką dwoma śrubami. Krótka pełni rolę ogranicznika ruchu nożyc chroniąc palce użytkownika przed pocięciem

Pochwa

Modułową kaburę prezentowano już na etapie modelu i już wówczas budziła duże zainteresowanie. Finalna wersja pochwy jest naprawdę genialna. Całość składa się z pięciu zespołów, z czego najważniejsza jest polimerowa wkładka – pełniąca rolę pochwy właściwej i uchwyt w postaci szkieletowej polimerowej ramy.


Rozłożona kabura noża-bagnetu. Modułowa budowa to świetne rozwiązanie. Pozwala dobierać zestaw do potrzeb, łatwo wymieniać elementy i łatwiej ją produkować

Wkładka została wykonana z tworzywa sztucznego metodą wtryskową. To ten sam twardy materiał, którego użyto do wykonania okładziny rękojeści. Przedział osłaniający głownię jest symetryczny, dzięki czemu nóż może być przenoszony zarówno krawędzią tnącą skierowaną w przód, jak i w tył. Część tylnej ściany wycięto tworząc sprężyste ramię dociskowe, którego zadaniem jest niwelować luz między powierzchnią głowni a ścianami kabury. Poniżej wykonano duży otwór odprowadzający wodę i ułatwiający czyszczenie wnętrza z zanieczyszczeń.
Nóż-bagnet przed wypadnięciem zabezpiecza specjalnie wyprofilowany zatrzask. Blokuje się o poprzeczne wycięcie umieszczone na obu stronach rękojeści. Rozwiązanie proste, symetryczne i wystarczająco pewne. Nóż można dobyć popychając języczek blokady lub wyszarpnąć siłą.
Na samym dole wkładki umieszczono stalową płytę, która wraz z grzbietem głowni tworzy wspomniane nożyce do drutu. Jest przykręcona dwiema śrubami, co pozwala ją wymienić w razie uszkodzenia lub zdemontować do konserwacji. Producent nie zapomniał też o ograniczniku ruchu w postaci śruby. Chroni to użytkownika przed przypadkowym skaleczeniem gwałtownie zamykającymi się nożycami.
Drugim istotnym elementem zestawu tworzącego kaburę jest uchwyt. Ma on postać szkieletowej ramy z polimeru z wyciętymi komórkami systemu mocowania PALS/MOLLE. Pełni rolę adaptera łączącego wkładkę z oporządzeniem. Elastyczność materiału i dokładne wykonanie obu elementów czyni połączenie idealnym. Nie ma żadnych luzów generujących trzaski, zgrzyty lub inne niepożądane i denerwujące dźwięki.


Zaczep do pasa wyposażono w komórki systemu MOLLE co powala mocować go do rusztowania kabury. Elementy pasują do siebie z zaskakującą precyzją

Pozycję obu połówek względem siebie ustala silny zatrzask. Dzięki niemu dobywając nóż-bagnet wkładka pozostaje w uchwycie. Chcąc skorzystać z nożyc do drutu należy dobywając bagnet, jednocześnie odepchnąć blokadę w kształcie łukowatej osłony na górze ramy. W ten sposób wkładka wraz z zawartością powinna gładko wysunąć się z mocowania. Przy odrobinie wprawy można to zrobić jedną ręką napierając na zatrzask kciukiem i palcem wskazującym, a pozostałymi trzema obejmując chwyt noża.


Zbliżenie na kołek zabezpieczający i ścianki ograniczające po wewnętrznej stronie kabury. Zwiększenie przekroju poprzecznego uniemożliwia paskowi wyśliźnięcie się przez szczelinę

Rozwiązanie pozwala na realne wykorzystanie nożyc, gdyż nie wymaga to każdorazowego odpinania całej pochwy od oporządzenia. W przypadku bagnetu 6H4 do karabinków AKM/AKMS konieczne było odpięcie pochwy od zaczepu na pas, co trudno nazwać prostą czynnością. Jeszcze gorzej było, gdy narzędzie przypinano do kamizelki. Brak wyspecjalizowanych zaczepów zmuszał użytkowników do troczenia pochwy na stałe za pomocą linki, taśmy klejącej lub opasek zaciskowych. To nie pozwalało na szybkie użycie nożyc.
Skutkiem ubocznym zastosowanego rozwiązania jest inna zaleta radomskiego noża-bagnetu. Jeżeli żołnierz będzie miał więcej niż jeden uchwyt-ramę, to może łatwo przenosić nóż z jednej platformy na inną: na przykład z kamizelki na plecak. Zajmie mu to kilka sekund.


Tylna ściana wkładki z występem zaczepu do ramy i wycięciem, którego zadaniem jest ograniczać swobodę głowni przenoszonej wewnątrz. Na dole otwór odprowadzający wodę i brud z wnętrza

Nylonowe elementy

Fabryka Broni nie zapomniała o nylonowych dodatkach umożliwiających mocowanie kabury. Nóż-bagnet można przytroczyć do paska spodni, pasa oporządzeniowego i taśm MOLLE/PALS. Szwy i dokładność wykonania elementów jest zaskakująca.
Najprostszy i jednocześnie najciekawszy jest troczek systemu MOLLE. Zszyto go ze złożonej na pół 25-milimetrowej taśmy, a na końcu zakuto zatrzask (nap). Zaczepiono go do uchwytu kabury wpychając w specjalnie wykonaną, wąską szczelinę. Dlaczego więc nie wypada? Blokuje go malutki metalowy trzpień wsunięty między warstwy taśmy, zwiększając przekrój poprzeczny. Łącznik nie wysunie się, bowiem zapobiega temu tarcie ciasno zszytego materiału i specjalne ściany polimerowego uchwytu. To bardzo proste, a jednocześnie funkcjonalne rozwiązanie. Kaburę można troczyć zarówno głownią w dół, jak i w górę.
Zaczep do pasa to de facto adapter systemu MOLLE. Wykonano go z 38-milimetrowej taśmy zakończonej zapięciem na rzep. Przypięcie go do pasa lokuje nóż na wysokości biodra. Gdyby zaszła konieczność, można go powiesić nawet rękojeścią w dół. Adapter, troczek i uchwyt kabury pasują do siebie tak precyzyjnie, że nap pełni wyłącznie funkcje zabezpieczającą.
Blokada rękojeści składa się z dwóch zszytych na krzyż odcinków. Pionowy zakończono rzepem, co pozwala przypiąć element do wycięcia w górnej części uchwytu kabury. Poziomy pasek okala rękojeść bagnetu tuż nad jelcem, a zapina nap. Nie wszyscy muszą być zwolennikami takich dodatkowych zabezpieczeń. Na szczęście można zdemontować pasek bez niszczenia konstrukcji.
Rozłączność poszczególnych elementów kabury znacznie ułatwia produkcję, a zmyślne rozwiązania montaż i serwisowanie.


Nóż-bagnet MSBS zawieszony do pasa przy pomocy adaptera MOLLE będącego częścią zestawu. Kabura ma sporo swobody, ale nie ma tendencji do denerwującego obijania się o udo

Podsumowanie

Nóż-bagnet produkowany w Radomiu do karabinków rodziny MSBS-5,56 wyróżnia dobre wzornictwo i charakteryzują go przemyślane rozwiązania. Narzędzie jest proste, funkcjonalne i wyposażone w każde udogodnienie, jakie tylko było możliwe. Każdy dostępny kawałek konstrukcji zagospodarowano. Do tego każdy niemal każdy detal został dopracowany. Szczególny nacisk położono na ergonomię. Wszystkie elementy obsługuje się niezwykle łatwo, a to korzystnie przekłada się na realną użyteczność. Przykładem wzorcowym są nożyce do cięcia drutu lub przewodów. Łatwo je przygotować do pracy i równie prosto ponownie złożyć. Co za tym idzie, nie trzeba nosić dodatkowych wyspecjalizowanych narzędzie.
Modułowa kabura to po prostu dzieło sztuki. Sam pomysł zasługuje na nagrodę i wielkie uznanie. Kilku producentów próbowało skonstruować modułową kaburę, ale żadnemu nie udało się to tak dobrze, jak Fabryce Broni. Najbliżej był Gerber Strongram, ale kilka istotnych błędów sprawiło, że daleko mu do polskiej konstrukcji. Nie należy być zaskoczonym, jeżeli za rok czy dwa pojawią się kopie rodzimego rozwiązania.
Noszony w kaburze nóż-bagnet ma jednak lekkie luzy boczne. Nie są jednak na tyle szkodliwie, aby wpływały na głownię lub powodowały obijanie się narzędzia wewnątrz, co wyprowadza użytkownika z równowagi.
Podsumowując można zaryzykować stwierdzenie, że radomski nóż-bagnet to jedna z najbardziej dopracowanych konstrukcji w swojej kategorii. A przede wszystkim to jednak dobry nóż, który przy okazji pełnić może też rolę bagnetu. Należy zachęcać producenta, aby wprowadził to rozwiązanie na rynek cywilny. Wystarczy wykonanie narzędzia w kilku odmianach stali, różnych wersjach kolorystycznych z dwiema-trzema geometriami ostrza (też w odmianie z gładką krawędzią tnącą) i wprowadzić model skrócony, aby naprawdę mógł konkurować z innymi modelami. Należy też rozważyć budowę wcięcia (choil), rękojeści i ząbków.

 

Artykuł został pierwotnie opublikowany w MILMAG 04/2018

 

Sprawdź podobne tematy, które mogą Cię zainteresować

Leatherman Super Tool 300

Być gotowym na wszystko nie jest łatwo. Wielu miłośników apokaliptycznych wizji widzi rozwiązanie w broni palnej, nożu i źródle ognia. Problem w tym że Współczesny Świat,…

X