Przejdź do serwisu tematycznego

Wisport Crossfire. Gdy plecak to za dużo, a torba za mało

Czasem są takie wyjazdy, gdy zwykły plecak to za dużo, a klasyczna transportowa torba to za mało. Wtedy przychodzi z pomocą bardzo specyficzny i ciekawy produkt jakim jest Wisport Crossfire – połączenie obu tych tworów. Z nim niestraszna jest wędrówka z auta na biwak lub do schroniska. Jednocześnie nie traci się na komforcie pakowania i używania typowej torby podróżnej.

Duży lub jeszcze większy

Gdy rozpakowałem to coś, nie ukrywam że zrobiło na mnie spore wrażenie. Nie chodzi wcale o jakość wykonania, która swoją drogą, jest naprawdę świetna. Piorunujące pierwsze wrażenie robi przede wszystkim wielkość Crossfire. Wisport słynie z zawyżania pojemności, a tu mamy wręcz odwrotną sytuację. Nominalnie plecak ma 45 l. To wydaje mi się trochę zaniżone, bo jest naprawdę przepastny. Nawet jeśli ma tyle co piszą, to przy pomocy zamka błyskawicznego powiększamy Crossfire o dodatkowe 20 l i osiągamy kolosa o pojemności aż 65 l. Taki litraż umożliwia spakowanie naprawdę sporej ilości rzeczy, nawet na biwak zimowy czy szkolenie survivalowe. Patent z powiększaniem jest naprawdę świetny i wygodny. Kilka razy uratował mnie przed przymusowym przepakowaniem do większego plecaka – hyc zamkiem i już jest miejsce. Oczywiście po odpięciu listwy powiększającej, plecak staje się strasznym garbem i przestaje być komfortowy podczas chodzenia. Dodatkowa przestrzeń bardzo zaburza środek ciężkości.

Dwa w jednym

W tym miejscu należy stwierdzić do czego i dla kogo jest ten plecak. Crossfire wyposażono w całkiem niezły system nośny – stelaż, regulowane szalki i solidny pas biodrowy. Dzięki temu komfort noszenia nawet sporego obciążenia jest względnie wysoki. Popularne torby o podobnej pojemności zazwyczaj oferują jedynie szelki. W przypadku Wisporta dyskomfort może się zacząć pojawiać, gdy chcemy z plecakiem załadowanym po brzegi pokonywać większe odległości. Specyfika i kształt Crossfire sprawiają, że mocno ciągnie w tył. Jest to dość nieprzyjemne, a momentami może nawet okazać się niebezpieczne. Trzeba pamiętać, że nie jest to klasyczny plecak, a już z całkowitą pewnością nie taki, który zabiera się na trudne szlaki. Ale coś za coś. Może nie mamy mega komfortu, jak przy typowo trekkingowych konstrukcjach, ale w zamian otrzymujemy potężną torbę z olbrzymim otworem dostępowym. Crossfire wyposażono w kilka przegród, co umożliwia wygodnie i łatwo ułożyć zawartość. Zachowanie porządku w rzeczach i sprzęcie, dzięki hybrydzie Wisporta, nie stanowi już wielkiego problemu. Idealnym uzupełnieniem będą organizery, dzięki którym pakowanie i organizacja całego majdanu stanie się jeszcze szybsza i wygodniejsza.

 

Przepastne wnętrze

Wisport, poza zrobieniem wielkiej torby z szelkami, pomyślał o usprawnieniu pakowania poprzez dodanie kieszonek i przegródek. Wewnątrz, na bokach głównej komory, do dyspozycji są płaskie siatkowe kieszenie. W sam raz na kuchenkę, osłonę wiatrową i inne, nie za duże przedmioty. W głównej części zaszyto troki, typowe dla toreb i walizek, umożliwiające skompresowanie zawartości. Na froncie/klapie umieszczono dwie kieszenie zapinane na zamki błyskawiczne. Pierwsza – duża, na większe rzeczy które warto mieć pod ręką, np. kurtkę, wodę itp. Ja często wkładam tam butelki z wodą (1,5 l) i krzesełko turystyczne. Tak krzesełko – aż tak pojemna jest ta kieszeń. Druga kieszeń mieści się na samiuśkim froncie. Jest mniejsza, płaska ale bardzo długa. Idealna na batony, czołówkę, powerbank itd. Czyli na wszystkie najpotrzebniejsze drobne przedmioty.

Bogata powierzchowność

W razie potrzeby dostępne są jeszcze dwie płaskie kieszenie po bokach plecaka. Wygodnie zmieszczą się w nich płaskie przedmioty – książki, mapa lub kołczan z krótszymi strzałami. Obie oczywiście zapinane na zamek. Takie rozwiązania ułatwiają życie nie tylko podczas biwaku, ale i w bardziej cywilizowanych działaniach. Cały plecak jest obszyty taśmami w standardzie MOLLE, co docenią fani troczenia i ładownic. Ja bardzo cenię troki umieszczone po bokach plecaka. Są dość krótkie, więc wielkiego namiotu czy dużej karimaty nie zamontujemy, ale statyw fotograficzny już tak. Poza tym umożliwiają skompresowanie plecaka, gdy nie jest w pełni wyładowany.

 

Okiem Lisa

Na zdjęciach Crossfire nie powala, ale gdy widzisz go na własne oczy, okazuje się olbrzymi. I to jeszcze przed powiększeniem o dodatkowe 20 l. Podobnie jak Konrad testowałem go ostatnie miesiące, tyle że w innym charakterze. Dla mnie Crossfire to torba służbowa – gdy jedziesz na delegację i okazuje się, że samolot stoi na drugim końcu lotniska. Nagle dociera do świadomości ile przyjdzie ci zasuwać na butach. Wyjmujesz szelki i jest o wiele lepiej. Moim zdaniem ta konstrukcja powstała z myślą o wojskowych którym przyjdzie sporo się przemieszczać. Torba ze schowanymi szelkami łatwo się przyjmie w każdym przedziale ładunkowym – nie ważne czy mowa o śmigłowcu czy bagażniku samochodowym.

Jeśli chodzi o pakowność, to została ona pchnięta do granic absurdu. Chcąc sprawdzić Crossfire zapakowałem go ile zdołałem na wyjazd służbowy. Z zadowoleniem patrzyłem jak wypełniona przestrzeń zamknęła się z lekkim oporem. Nie otwierałem dodatkowego przedziału wiedząc, że przyda się w drodze powrotnej, gdy będę dodatkowo wiózł materiały od kontrahentów. Samozadowolenie prysło, zastąpione szczerym zdziwieniem, gdy odkryłem że na wierzchu czeka na mnie olbrzymia puszta kieszeń. Załadowałem do niej dwie pary butów na zmianę i klapki pod prysznic. Zostało jeszcze sporo miejsca, ale dałem już za wygraną. Do płaskiej kieszeni wrzuciłem podręczne przedmioty – czytnik, elektronikę, powerbank, kanapki itp. O wiele później, z relacji Konrada dowiedziałem się, że mam do zagospodarowania dwie kieszenie po bokach. Tak oto na trzy dni wyjazdu służbowego zabrałem pięć zestawów odzieży dziennej, dwie nocnej, trzy pary obuwia, kapcie, bogaty zestaw higieny, laptop 15 cali, dwa przedłużacze, dyski przenośne, mysz z podkładką i zestaw bielizny na tydzień. W plecaku wciąż było trochę wolnego miejsca i dodatkowe 20 l zapasu, a w odwodzie taśmy MOLLE. W mojej opinii ten plecak da się zapakować ponad siły większości z nas – normalnych ludzi. Pełnoprawny system nośny pozwoli pokonać niezbędny dystans w komforcie. Trzeba jednak powiedzieć, że Crossfire to nie konstrukcja na wędrówki. Jeśli pakował bym go tak jak standardowy plecak, byłby niemal w połowie pusty. Wykorzystując 80% jego możliwości, zrobi się tak ciężki, że 10 km okaże się nagle być diabelnie długim dystansem.

Kolosem w dal

Osobiście używam go głównie na szybkich wypadach – na jedną czy dwie nocki w teren, gdzie daleko od auta nie odchodzę. W takich przypadkach zawsze mam łatwy dostęp do całego sprzętu – nie muszę przewalać wszystkiego, by wyjąć potrzebny przedmiot. Wielki otwór dostępowy sprowadza pakowanie do wrzucenia potrzebnych rzeczy, zapięciu zamka i ruszenia ku przygodnie. Mniej czasu tracę na przemyślane pakowanie. Oczywiście polecam robić to z głową, bo jeśli skupimy się na tej czynności, to w terenie będziemy mieli porządek i ład – niczym w szafie. W krytycznych sytuacjach porządek i zorganizowanie może przeważyć o sukcesie lub porażce. Trzeba jednak pamiętać, że pakowanie w Crossfire jest wygodne, gdy używamy organizerów, toreb, worków itd. Sprawdza się świetnie podczas szkoleń outdoorowych, które prowadzę. Używam go wtedy jako swoistej skrzyni na sprzęt, noże, hamaki itp. Wrzucam i mam w jednym miejscu, dzięki czemu sprawnie podczas zajęć mogę sięgnąć po to, czego akurat potrzebuję.

Równie często używam go podczas wyjazdów wakacyjnych. Dzięki możliwości schowania systemu nośnego, przybiera formę prostokątnej torby. Służy do tego specjalnie wszyty płat materiału, zapinany zamkiem błyskawicznym i chowany w bocznej kieszonce. W postaci gładkiej torby idealnie wpasowującej się do samochodowego bagażnika a w namiocie pełni rolę szafy. Do przenoszenia w tej formie służy mocny uchwyt. Wszyto go na górnej powierzchni, podobnie jak ma to miejsce w standardowych plecakach Wisporta. To sprawia, że nie jest super wygodny do noszenia, ale by przerzucić go z auta do auta w zupełności wystarczy. Na bokach wszyto plastikowe kółka, do których można podczepić pas transportowy i nieść plecak na ramieniu.

Wisport Crossfire to plecak idealny do wszelkich aktywności, które nie wymagają pokonywania długich dystansów. Ja nosiłem go komfortowo na dystansach do 10 km. Oczywiście załadunkiem w okolicach 45 l. Powiększony o dodatkowe 20 l staje się mało stabilny i o większej wygodzie można zapomnieć. Wciąż da się przejść kilka kilometrów we względnym komforcie. Oczywiście wiele zależy od indywidualnych preferencji, możliwości i tego jak ciężki jest plecak.

Jeśli potrzebujesz czegoś w podróż – gdzie będziesz musiał przejść tylko kawałek, na strzelnicę, biwak itd. – Wisportowy torbo-plecak sprawdzi się w sam raz. Crossfire to naprawdę ciekawy produkt na rynku i choć cena jest dość wysoka, to pojemność i jakość wykonania usprawiedliwiają wydatek.

 

 

Dziękujemy firmie Wisport za przekazanie plecaka do testów.

 

Sprawdź podobne tematy, które mogą Cię zainteresować

Test: Mactronic Patrol Charger+

Obiektowa latarka patrolowa Latarka to przydatne urządzenie używane w zasadzie przez wszystkich. Każdy ma ich kilka w domu: zaczynając od miniaturowych przyczepionych do kluczy, przez dopasowane do damskiej…

Test: Noże na MOLLE

Mocowanie noża na oporządzeniu System MOLLE/PALS ma za sobą nieco ponad 20 lat służby. W tym czasie pełnił nie jedno zadanie i służył w siłach zbrojnych…

X